coś o mnie

Jestem Api, Api to małe dziecko, które się zabiło jak zobaczyło co z niego wyrosło. Nieustannie nad tym ubolewam a ubolewaniem tym zalewam tony makulatury co jest niezdrowe dla środowiska, dlatego postanowiłam w zamian zalać żalem internet. Pochodzę z małego miasta po złej stronie Wisły gdzie się wychowałam i zepsułam do reszty. Aby godnie żyć w moim miasteczku po ukończeniu szkoły średniej należało mieć wielkomiejskie aspiracje i małomiasteczkowe kompleksy. Z racji tego, że nie posiadałam ani tych pierwszych ani drugich, to postanowiłam się ich nabawić za granicą, gdzie wyjechałam po półrocznym melanżu oblewającym maturę, której miałam nie zdać ale mi nie wyszło. Potem nie wyszło mi w życiu jeszcze więcej, czego nie omieszkam zrelacjonować bo nic tak nie cieszy jak świadomość, że są wokół nas inni nieudacznicy.

Odkąd pamiętam nie lubiłam szkoły a szkoła nie lubiła mnie. Bez względu na to jak bardzo się starałam za Chiny Ludowe nie mogłam znaleźć związku pomiędzy twierdzeniem Pitagorasa a osiągnięciem życiowgo sukcesu i do dziś związku tego nie odnalazłam. Z Polskiego wiedziałam wszystko ale wiecznie miałam tróję bo wliłam takie byki ortograficzne, że poloniska zaczęła chodzić na terapię po moich trzech pierwszych dyktandach. Nigdy też nie poszłam na ugodę z zasadami stylistyki i do dziś tworzę zdania potwory. Z chemii byłam taką nogą, że chemica postwiła mi tróję z litości. Z geografii do dziś mam wstręt do map, nie ufam dżipiesom i potrafię się zgubić w większym supermarkecie. Z religii zostałam wyproszona dożywotnio, z historii zrzynałam bezwstydnie, a biologia do dziś się na mnie mści. Z matmą miałam trudny związek w którym miłość przeplatała się z nienawiścią co owocowało najczęściej tróją. Wuef kochałam szalenie lecz krótko, a w liceum zdradziłam aktywność fizyczną ostatecznie za salą gimnastyczną ze szlugą w zębach i butelką taniego wina w ręku. Z angielskiego byłam taka żenująca, że sami nauczyciele podpowiadali mi na maturze co dało mi mocną dwóję i mocne postanowienie, że już nigdy do języka tego złośliwego nie wrócę, zresztą tak samo jak do szkoły.

Jestem osobą stanowczą więc jak powiedziałam tak zrobiłam. Zdałam maturę, wyszłam ze szkoły raz na zawsze, odwróciłam się na pięcie pokazując edukacji dupę (nie dosłownie bo u nas w mieście kulturalne dziewczynki nie pokazywały dupy). W dorosłym życiu postwiłam kropkę nad “i” zostając belfrem w Angielskim collegu gdzie uczę młodzież z autyzmem matematyki, Angielskiego i tego, że w życiu warto się uczyć głównie życia. Oni, natomiast, uczą mnie, że wszyscy jesteśmy trochę autystyczni, że dużo mi się w życiu wydawało oraz, że moje pojęcie o świecie jest mocno względne.

Prywatnie jestem mamą dwóch córek oraz przyszłą drugą żoną jednego Indiany. Odrazu mówię, że nigdy nie chciałam być pierwszą żoną ponieważ ze statystyk wynika, że mężczyźni znacznie częściej rozwodzą się z pierwszymi żonami niż z drugimi. Na statystykach w ogóle się nie znam i dlatego lubię o nich pisać. Szczerze mówiąc, a to jedyne co robię dobrze, nie znam się w sumie na niczym, a że o niczym akurat uwielbiam pisać, to się świetnie składa.

Z natury jestem cała czarna, w głowie mam przeważnie czarne myśli a moje serce wypełnia po brzegi zaborcza miłość i czarna rozpacz. Jestem dziką amazonką ujeżdżającą galopujący czas patrząc jak za oknem przesuwa się krajobraz, jak życie kurczy się niczym wełniany sweterek w dziewięćdziesięciu stopniach i konsekwentnie nie robię z tym absolutnie nic. Łapię po dziesięć srok za ogon dzięki czemu przeważnie wszystko, oprócz dumania nad sensem życia, idzie mi raczej średnio. Jestem samozwańczym Don Kichotem, pragnę zbawić świat, nagminnie biję się z gównem, zadaję wiele pytań i nie udzielam żadnych odpowiedzi. Jestem kupą sprzeczności przez co prowadzę też wojnę sama ze sobą. Rozbieżność pomiędzy tym czego pragnę dokonać a tym czego rzeczywiście dokonać mogę jest jak ogromna przełęcz, której drugiego końca, nawet przy stuprocentowej widoczności, nie widać, na który to koniec bezskutecznie próbuję od lat zbudować choćby kładkę. 

Z kompletnej życiowej mielizny wyciągnął mnie sport, czego się w ogóle nie spodziewałam. Wbrew pozorom i powszechnym założeniom, sport nie uczynił ze mnie energicznej kulki kauczukowej wesoło odbijającej się od wszelkich przeciwności losu, ale pozwolił mi przeczołgać się z godnością przez życiowe niziny, dał mi siłę bym się wygrzebała z jam mojego umysłu, w których wszystkie wyjścia zdawały się prowadzić tylko do jednego oraz sprytnie odebrał mi czas, w którym to zakopując jedną jamę kopałabym drugą. 

Ten blog to antyporadnik i antydrogowskaz. Przez prawie czterdzieści lat życia nie udało mi się dokonać niczego spektakularnego czym mogłabym się podzielić z czystym sumieniem. Do moich głównych talentów zaliczam umiejętność błaznowania w sytuacjach, w których nie wiadomo jak się zachować. Tę umiejętność dopracowałam do poziomu wirtuozji, aż czasem sama siebie zaskakuję z jaką łatwością przychodzi mi bycie błaznem. Drugim bezsprzecznym talentem jest wyolbrzymianie każdego problemu do niewyobrażalnych rozmiarów oraz obracanie w gówno każdego pozytywnego życiowego pierwiastka. Ostatnim z moich wątpliwych talentów jest to, że nawet gdy nie mam nic do powiedzenia to i tak potrafię to ubrać w słowa.

Polecam się na listopadowe wieczory, samotne imprezy w czterech ścianach zakrapiane czym tam lubicie, na rozstania, ból serca, ból dupy, na doliny, doły, jamy oraz inne niziny, na porażki, zwątpienia, niepowodzenia chwilowe i nieustanne, na monotonnie, marazm i dla zabicia czasu. 

2 thoughts on “coś o mnie

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s