Dzień Matki i kartonowe pudła

Wyobraźcie sobie, że był w moim życiu taki dzień w którym byłam młoda beztroska i bezdzietna. A nie sory, beztroska nie byłam w ogóle nigdy. Tamtego dnia zdarzyło mi się jechać ulicami Beverly Hills i pamiętam to doskonale bo mnie się takie rzeczy nie zdarzają na co dzień. Było jak na filmach, Hollywood nie kłamało. Zielone palmy na długich nogach bujały się nonszalancko na wietrze jak gwiazdy filmowe w kabrioletach. Trawniki ostrzyżone równo jak w wojsku przed każdą posesją, majestatyczne bramy prowadzące do przepięknych rezydencji z oknami jak cała ściana frontowa mojego domu i białymi ścianami na których wesoło tańczyły refleksy światła odbijające się od tafli wody błękitnych basenów. Jechałam przez raj, rozrywałam palcami powietrze jak dojrzałego arbuza, słońce ogrzewało mi twarz, okulary chroniły oczy i ukrywały łzy. Jestem pesymistką konsekwentną, doskonała, z powołania i nigdy nie schodzę z dyżuru. Poza przepychem zobaczyłam również kartonowe pudła po pralkach a w nich ślady ludzkiego bytu i graffiti pod mostem, które nie wyglądało ani na dzieło Banksy’ego ani na nowe hobby Leonardo DiCaprio. W krainie mlekiem i miodem płynącej nieszczęście, biedę i ludzką klęskę ciężko ukryć, a każda smuga na wypolerowanym szkle kłuje w oczy podwójnie.

Dziś jadąc palcem w telefonie przez Instagramowy raj widzę, że gdzieś tam siedzą ludzkie byty pochowane w pudełkach po wypalonych zapałkach bo ludzka rozpacz jest skompresowana, lubi małe, ciemne kąty i nie mieszka w willi z basenem.

Świat uwielbia celebrować i okazuje się, że jest co celebrować, gdyż na upartego, wszystko można podciągnąć pod bohaterstwo klasy światowej. I tak dziś świętujemy Dzień Matki co jest bardzo miłe dla matek, które mają dzieci i dzieci, które mają matki. To na przykład ja więc pozwolę sobie na kilka uroczystych słów.

Jestem matką bo chciałam i mogłam co jest wielkim szczęściem. Jestem matką niedokonaną, matką in progress. Chciałam mieć dzieci, a urodziłam ludzi, na co nikt mnie nie przygotował. Egoistycznie pragnęłam tych małych nóżek, małych rączek, małych pyszczków i wielkich oczu wpatrzonych we mnie z bezkresną miłością. Okazało się, że ludzie, których urodziłam to całkiem oddzielni ludzie, z oddzielnym poglądem na świat, całkiem oddzielnym charakterem i oddzielnym wyobrażeniem o mnie jako matce. Nie podzielają mojego pragnienia bycia moimi dzidziusiami, szczególnie ta ośmioletnia oponuje. Zawsze chciałam być taką matką jak moja mama, przez co z miejsca postawiłam się na przegranej pozycji, bo taką matką nigdy nie będę. Jestem matką przeciętną, choć gdy spytacie moje dzieci to powiedzą, że najlepszą na świecie, tyle, że jakby brak im porównania. Przez większość czasu lubię moje dzieci, jestem gotowa zaliczyć kilka paragrafów z kodeksu karnego w ich obronie, czasem jednak zdarza się, że przeglądam oferty szkół z internatem dla czterolatek. Nie spędzam godzin na zabawach bo mam taki feler, że pracuję, a kiedy nie pracuję to gotuję, sprzątam, latam na miotle a na koniec wstępuje we mnie kompletna egoistka i bawię się z nimi w chowanego tylko po to, by sobie w ciszy posiedzieć w szafie te dwadzieścia minut. Wbrew bardzo modnej ostatnio gloryfikacji matek, nie czuję się bohaterką narodu tylko dlatego, że urodziłam dzieci i nie zostawiłam ich w oknie życia.

Moja mama to człowiek, któremu wszystko co w życiu mogło pójść nie tak, poszło nie tak. Moja mama nie czytała mi książeczek do snu, bo gdy ja szłam spać, ona czytała po raz kolejny dokumentację medyczną mojego ojca, który miał wszystko wyjątkowe, łącznie z chorobami. Moja mama nie jeździła ze mną na rowerze bo go nie miała. Moja mama nie zaprowadziła mnie pierwszego dnia do szkoły, bo w tym czasie stawała na głowie bym mogła nadal mieć ojca. Moja mama nie bawiła się ze mną godzinami, nie nauczyła mnie gotować, nie kupowała mi najlepszych zabawek i nie dała mi całego swojego czasu, za to kupiła mi trzydzieści lat z ojcem oraz pozwoliła mi w życiu wybierać.

W świecie, w którym dobrze jest mieć jakieś zasługi dla ludzkości powstał taki trend, żeby robić z każdej matki matkę męczennice co rzyga w ciąży dalej niż widzi, rodzi w bólach, karmi krwawiącą piersią, nie śpi do osiemnastki najmłodszej latorośli, pracuje, wychowuje, nosem się podpiera ale ciągnie ten wagon pełen zadowolonych smarkaczy. A ja chciałam tylko zauważyć, że zajście w ciąże to nie bohaterstwo i żadne osiągnięcie. Zajść w ciąże może potencjalnie każda zdrowa kobieta w wieku rozrodczym, która da się zbałamucić jakiemuś samcowi. Zajście w ciąże w przeciwieństwie do ‘nie zajścia’ w ciąże, jest poza kontrolą zwykłego śmiertelnika. Jak już w tę ciąże się szczęśliwie zajdzie i szczęśliwie donosi, to trzeba urodzić, nie można tego już wtedy powstrzymać, choćby nie wiem jak krzyżować nogi, więc ten poród to też wątpliwe bohaterstwo. Nie wiem czy wiecie ale na świecie jest ponad siedem miliardów ludzi i statystycznie sto procent tych ludzi ktoś urodził. Nieprzespane noce, zasrane pieluszki, godziny bujania, wyjmowanie pilota ze śmietnika, jedzenie zimnego obiadu i spanie na trzech centymetrach łóżka po trzy minuty na godzinę jest w pakiecie z małymi nóżkami i nie dają za to orderu.

Fajnie jest dać mamie kwiaty i czekoladki na Dzień Matki, fajnie jest dostać laurkę, fajnie jest zrobić gest i fajnie jest to otrzymać, fajnie, że sobie dziękujemy, mówimy i doceniamy role, które w życiu gramy. Fajnie jest też gdy jest skromnie i nie wali po oczach.

Wśród laurek, kwiatów, prezentów ochów i achów ja widzę te kartonowe pudełka po pralkach z tymi śladami ludzkich bytów, niezauważonych w blasku fleszy, dźwięku muzyki i śmiechu, refleksów kolorowych świateł z karuzeli na którą nie wszyscy wsiedli.

Chcę dać laurkę i szczery uścisk dłoni każdej matce siłaczce wychowującej chore dziecko, dziecko z trudnościami, dziecko, które rozwija się inaczej, dziecko bez przyszłości. Każdej matce, która matką była ale już nie jest, każdej matce, która matką chce być i wciąż czeka na swoje dziecko, każdej matce, która matką o włos była, każdej matce dla której macierzyństwo z tego czy innego powodu to cierń, a taki dzień solą w oku. Każdemu dziecku, które nie ma komu dziś podarować czekoladek i kwiatów. Każdemu, kto patrząc na drogie prezenty myśli, ile mógłby swojej mamie kupić za to dni…

One thought on “Dzień Matki i kartonowe pudła

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s